potłuczone szkło

Dziki deszcz

Niedziela 7 maja 2017
Rano jest msza św za Stanisława . Po mszy schodzą się do Krysi sąsiedzi i bliscy na ciasto i rozmowę. Ja pomaleńku pakować się muszę bo pora pomału wracać do domu. Jadę jeszcze do Koszalina Krzychem i Jolą .Jola leci do Manchesteru a ja może ciut pokeszuje. Znaczy się poszukam skrytek każe tylko głównymi ulicami ale jakoś trafić nie mogę . Folie do gdzieś w parku mi się udaje jedną znaleźć. I to dość przypadkiem. (Nie w miejscu podpowiedzi.) Później wracam do Unieścia bo przecież trzeba szykować się do powrotu.

Koło 17 Krzychu zawodzi mnie na dworzec . W Koszalina i wsiadam do autobusu i... do domu...

 

Dziko pada deszcz.
jakby  w swym nieładzie
chciał napisać szalony poemat
albo rozwalić wszystkie klawisze w fortepianie
podczas wieczornego koncertu

 

Ekspresja na trzy czwarte
pioruny uderzają w talerze
chmury mruczą udając kontrabas
Drzewa uginają się od wiatru
który ubrany we frank
dyryguje całą orkiestrą .

 

Grzmot ...

i cisza wypełnia nieba przestrzeń.. .
w oddali słychać dochodzące pojedyncze krople
Czy to już koniec koncertu?
Nie, teraz słychać szepty starych skrzypiec
Pierwsza sekcja świerszczy
zaczyna grać kołysankę...

.. .

brzdęk...