potłuczone szkło

smutkowe pranie...

     Troszkę powiało zimnem ale to nic wszak jakoś trzeba poczuć urozmaicenie po za tym mamy jeszcze kwiecień który przeplatać lubi.
Dzisiaj jakoś dzień śpioszka, czyli strasznie chce się spać i  w każdej porze dnia powieki nagle staja się cięższe..,.
     Tak sobie myślę że pasowałoby zrobić jakieś pranie. Ale najpierw segregacja. Białe do białego, a ciemne do ciemnego, kolorowe osobno. Potem do pralki i wrrrr... i się mieli i pierze. Czyli czyści się z brudu  oczyszczając wszystkie  włókienka materiału. Tak właśnie czasem bywa w naszej głowie. Najpierw musimy  posegregować - dobrze sobie wszystko poukładać. Dobre myśli od złych, kolorowe , szalone osobno. Złączyć praleczkę wrrrrrr i niech się pierze i się oczyszcza... potem płukanie, odwirowanie i już....
     Z życiem tez tak jest, układamy sprawy na różne kupki trudne, łatwe do załatwienia, finansowe sprawy, przyjacielskie rozmowy.  Włączyć pralkę i niech się nimi zajmie , wypłukać, odwirować i pozbyć się trudnych rzeczy... Oczywiście to też nie jest takie proste... Niekiedy trzeba użyć wybielacza, "wybielić" te sprawy. Może brudne puści... zejdzie... Niestety czasem trzeba wyprać ręcznie... i troszkę się natrudzić... Suszenie.
Teraz jeszcze prasowanie... żeby można było je ładnie poskładać...

Tak samo jak w domu trzeba czasem zająć się praniem i prasowaniem. To i u siebie w myślach trzeba  posprzątać, poukładać w kosteczkę to i owo... niechaj zapachnie świeżym płynem "Lenor"....

 

            Ołówkiem na papierze
            rysuje powiędłe drzewa
            zamiast wierszem
            chwalić wiosnę...

 

            Kreślę szare niebo
            spowite ciemnymi chmurami
            zamiast raczyć się
            pięknym aromatem kwiatów...

 

            Wzdycham ciężko 
            zapatrzony w noc
            czuje się jak liście
            w pierwszy zimny dzień jesieni...

 

brzdęk..   smutek padł na podłogę... i  się nie rozbił...